Bo dobrze błądzić jest sztuką.

Nikt nie lubi popełniać błędów. Już szkoła nas uczy, że odpowiedź nieprawidłowa jest równoznaczna z odpowiedzią złą więc – co tu daleko szukać – jesteśmy źli, słabi, niemądrzy. A nikt taki nie chce być. A gdyby przyjrzeć się uważniej i zamiast oceniać odpowiedź skupić się na sposobie dotarcia do niej? Może płynie jakaś nauka z błądzenia?


Każdy miał sytuację, że coś poszło nie po jego myśli. Mógłby być to jakiś przedmiot w szkole, samodzielne gotowanie zupy bądź oliwienie łańcucha w rowerze. I choć nie wiem jak się starał to nie wyszło to dobrze. Pomylił się, nie wiedział o czymś a o czymś innym zapomniał.

Ostatnio przeczytałam książkę Rafała Żaka „Sztuka błądzenia”. Niesamowita. Ukazuje, jak bardzo złą sławą jest owiana porażka. Jak wielu z nas po prostu chce o niej jak najszybciej zapomnieć, by nie czuć w sobie tego poczucia zawiedzenia samego siebie.

Przygodę rozpoczynamy zaznajamiać się z błędem, jego współczesnym odbiorem jako coś niewłaściwego. Ciekawym przykładem strachu przed niepowodzeniem jest sytuacja z boiska piłkarskiego, dokładnie strzelanie rzutów karnych.. nie w środek bramki. Statystycznie bramkarze rzucają się częściej na boki niż pozostają na środku. Idąc tym tropem najlepszą decyzją byłoby posłanie piłki w sam środek bramki. Jednak tam strzały padają najrzadziej. Przyczyna jest prosta. Strach przed kompromitacją (kopnął w środek, bramkarz nawet nie musiał się wysilać a i tak obronił) jest tak potężny, że wolimy scenariusz, w którym kopiemy w róg bramki a bramkarz go obronił. Wydaje się nam, że próbowaliśmy bardziej… zrobiliśmy naprawdę co mogliśmy.

Błędy nie tyle mówią o nas, co o procesie. Więc rozsądnie jest ich nie unikać aby nie tracić czasu na powtarzanie kolejnych niepowodzeń. Co można zrobić by temu zaradzić? Autor przytacza blisko kilkanaście pomysłów na to, jak zmniejszyć prawdopodobieństwo ich wystąpienia. Jednym z wymienionych narzędzi jest lista kontrolna (spisanie najważniejszych punktów, których zrealizowanie powinno zminimalizować wykonanie danego błędu), inną worst case scenario (najgorszy scenariusz, gdy go założymy to możemy cofnąć się o krok do tyłu i zobaczyć co spowodowało go i jak możemy temu zapobiec), a jeszcze inną przykład zjedzenia 50 hot-dogów (nic innego jak.. uczenie się na swoich błędach, które są zapisywane i wnikliwie analizowanie). Więc jak widać, nie jesteśmy pozostawieni sami sobie. Możemy z tym walczyć 😉

Chcecie wierzyć albo nie ale prawdą jest, że błędy rozwijają. Jeden z przykładów opowiada o zajęciach z garncarstwa. Na pewnych zajęciach zostało przydzielone zadanie zrobienia w określonym czasie garnków. Klasę podzielono na dwie grupy. Pierwsza grupa miała zrobić jak największą liczbę wyrobów,, a druga grupa byłą oceniona za najlepszą jakość produktu. Po upływie założonego czasu efekty grup zostały porównane. Okazało się, że pierwsza grupa wykonując wiele garnków, z każdy kolejnym się doskonaliła. Każdy następny garnek stawał się lepszy, choć nie zwracali nawet na to uwagi. Grupa, która miała zrobić jeden garnek tak się skupiła, na szlifowaniu tego jednego, że choć bardzo się starali, ich garnki wypadły gorzej. Okazuje się, że każda próba nas czegoś uczy, choć czasem nie jesteśmy tego świadomi.

Od najmłodszych lat jesteśmy w szkole piętnowani za błędy a każda porażka jest źródłem wstydu. Inny system działania przedstawiają realia japońskie. W szkołach kraju kwitnącej wiśni uczeń stojący przy tablicy ma przyzwolenie na popełnianie błędu, a w momencie gdy już skończy np. działanie, nauczyciel przejawia zainteresowanie sposobem popełnienia błędu. Dzięki temu nie występuje tak wielka niechęć do popełnianie błędów i występuje możliwość pracy z nimi. Dziecko nie boi się pokazywać swojego sposobu rozumienia świata, choć logicznie do tego podchodząc może ten sposób nie być właściwy.

Gdybym miała zakończyć ten wpis jakimś morałem, to brzmiałby „Popełniajmy błędy i uczmy się z nich”. Tak naprawdę prawdziwą porażką, jest popełnienie błędu a nic nie nauczenie się z niego.

Książka bardzo ciekawa, szybko się czyta i pokazuje, że ćwiczenie czyni mistrza. Polecam.

Okładka książki „Sztuka błądzenia”